środa, 12 czerwca 2013

Gdzie tną komary i dzieją się czary

Jest coś bardzo niezwykłego w miejscach całkowicie zwyczajnych.  Nie do końca wiem na czym polega ich wyjątkowość... Może na stanie ducha, w którym jestem, na zapachu, który rozpoznaję powracając, a może na smaku wspomnień ożywających na widok znajomych kątów i ludzi, którzy mnie w te miejsca zabrali.

Mam kilka swoich światów, w których bywam na tyle rzadko, by powracać do nich z radością i tęsknotą. Uformowane są przez czas, on dodaje im mocy, czyni je magicznymi. Każdy z nich jest  na swój sposób doskonały, choć zarazem całkiem zwyczajny. Ten weekendowy, to czysta prostota. Z całym zapleczem parzących pokrzyw, drażniących owadów, nagłych zmian pogody i wiejskich uroków. W tym miejscu spędziłam kiedyś wiele miłych chwil, doświadczyłam kilku wzruszeń, było dużo śmiechu i radości. Po kilku latach wszystko wydaje się tu być jeszcze bardziej niezwykłe, elektryzujące spokojem. I takie błogie... Po prostu błogie. 

Na wpół zaczarowana myślę, że czasami jedyne czary, których nam potrzeba to dobrzy ludzie i święty spokójChyba jestem szczęściarą - wiem, gdzie mogę to wszystko znaleźć.










3 komentarze:

  1. Przepiękne...słowa i zdjęcia...ciarki idą po plecach :)
    Wierna czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę Hiszpanię!
    M.

    OdpowiedzUsuń